Nie doradzam nt. finansów osobistych, kredytów hipotecznych, inwestycji, ubezpieczeń...
Wpisy
Dumniej byłoby napisać "reaktywacja", ale brak wpisów przez 2 1/4 roku to niemal blogowa śmierć. Jeśli chce się znów ożyć, trzeba zacząć kandydata na trupa intensywnie reanimować, nie tracąc nadziei na powrót do pełni sił...
Na szczęście sam temat nie stracił na aktualności, doradcy trzymają się mocno, wciąż dostrzegam miejsce na aktywność Anty-Doradcy, zwaną kiedyś szumnie krucjatą...
W ramach reanimacji planuję powrót do korzeni akcji i ponowną publikację, tym razem w kolejności logicznej, a nie chronologicznej kilku wpisów stanowiących fundament programowy.
W planach jest też dalsze piętnowanie wszelakiej ściemy w działaniu i reklamie doradców finansowych oraz dzielenie się z Czytelnikami publikacjami innych autorów na ten temat. Zamierzam również uczestniczyć w toczącej dyskusji o zmianach systemowych na rynku pośrednictwa finansowego, w kontekście planowanych regulacji europejskich i krajowych.
Musielibyście bardzo wnikliwie śledzić ten blog by mieć świadomość, że w tzw. tryptyku programowym nt. doradztwa finansowego brakuje trzeciej części.
Ukazało się bowiem:
1. Wprowadzenie,
ukazujące związek Doradcy i Anty-Doradcy, powszechność zjawiska „doradztwa” w
Polsce
http://antydoradca.blox.pl/2009/06/Bez-doradcy-nie-byloby-Anty-Doradcy.html
2. Tekst anonsujący kontrowersyjną tezę „doradca nie jest żadnym doradcą”, czyli „nie istnieje”
http://antydoradca.blox.pl/2009/07/Doradca-finansowy-nie-istnieje.html
I na pół roku zapadła
cisza. Mimo że na ekran cisnęły się pytania:
- jeżeli doradca nie jest doradcą, a pośrednikiem, to dlaczego wprowadza nas w
błąd?
- skąd wzięło się to zjawisko, czy to przypadek, czy też zamierzona mistyfikacja?
- po co to wszystko doradcom?
Ale z drugiej strony,
nikt nie obiecywał, że tryptyk powstanie za jednym zamachem. Michał Anioł
malował freski w kaplicy sykstyńskiej przez 4 bite lata. Na kolejne części filmowego
„Władcy pierścieni” też trzeba było czekać całe 12 miesięcy. Toutes proportions gardées, oczywiście.
W tzw. międzyczasie można
było z nieukrywaną satysfakcją obserwować jak idea „anty-doradztwa” zatacza coraz
to szersze kręgi, zaczyna trafiać „pod strzechy” i do mainstream-u medialnego:
http://antydoradca.blox.pl/2009/08/Bankierpl-popiera-Anty-Doradce.html
http://antydoradca.blox.pl/2009/10/Wyborcza-pastwi-sie-nad-Open-Finance.html
Czyli: co się odwlecze to
nie uciecze, kropla drąży skałę i takie tam.
No ale, nie można było odwlekać
tego w nieskończoność, skoro powiedziało się A i B, trzeba powiedzieć C. Stąd
pora na big announcement: część trzecia tryptyku pt. „Geneza doradcy”
pojawi się już jutro, jako następny wpis na tym blogu.
Do zobaczenia!
Na Bankierze ukazała się skądinąd bardzo ciekawa analiza publikacji prasowych powstałych na bazie "raportów" firm "doradztwa" finansowego dotyczących wzrostu lub spadku cen nieruchomości.
http://www.bankier.pl/wiadomosc/Spadki-i-wzrosty-cen-nieruchomosci-w-oczach-analitykow-1998805.html
Jeszcze ciekawszy jest komentarz p. Kryńskiego z Bankiera. Jego fragment:
"Wnikliwy czytelnik może zauważyć, że wiele publikacji odnośnie rynku mieszkaniowego to bezpośrednie przedruki analiz i prognoz prezentowanych przez np. firmy doradztwa finansowego. To powinno powodować zapalenie się czerwonej ostrzegawczej lampki: czy na pewno przedstawiciele firm, które pośredniczą w procesie udzielania kredytu czy w obrocie nieruchomościami (i de facto zarabiają na wolumenie sprzedaży) to w pełni wiarygodne źródło informacji? Czy opracowania oparte o ceny ofertowe, bez uwzględnienia cen transakcyjnych, mogą stanowić rzetelną rekomendację?"
No i jeszcze (poniżej) komentarze internautów włącznie z Anty-Doradcą.
CZYŻBY TO JAKAŚ NAGŁA ZMIANA TRENDU? A MOŻE ANTY-DORADCA TRAFIA POD STRZECHY?
Cóż za rzetelny komentarz ze strony Bankiera! Czyżbyście jednak nie stali po stronie "doradców" wieszczących różne rzeczy przy pomocy swoich "analityków" po to tylko żeby zwrócić uwagę na siebie i być obecnym w mediach? Nie myśląc wcale o klientach i decyzjach jakie podejmą w wyniku tych "analiz"?
Anty-Doradca popiera jak najbardziej tę woltę!
Przypomnę jednak tylko, że chwilę temu Bankier przestawiał się jako "portal doradczy" (sic!), a jego przestawiciel wciąż zasiada w zarządzie Związku Firm Doradztwa Finansowego wraz z "grubymi rybami" z firm "doradczych" wymienianych w artykule.
Krucjata Anty-Doradcy: http://antydoradca.blox.pl
Na pierwszy rzut oka dzisiejszy post jest bez sensu. Anty-Doradca puszcza reklamy doradców? A jak ktoś się nie daj Boże skusi? ;-)
Chodzi o reklamę firmy niesprawiedliwe nazywanej przez niektórych „Open Fajans”. Prekursorzy reklamy telewizyjnej wśród „doradców” finansowych w latach 2006 - 2008 konsekwentnie budowali obraz świetlanej przyszłości finansowej każdego z nas. Receptę pamiętamy dobrze: kredycik hipoteczny w CHF na 130% LTV + fundusze inwestycyjne (najlepiej Arka, oczywiście).
Oto inkryminowana reklama. Można obejrzeć całośc, ale tzw. kwintesencją jest pierwsze 13 sekund:
Człowiek „z rączką” to spopularyzowany w innym cyklu reklam (też zasługującym na uwagę Anty-doradcy) - „Najbardziej doświadczony doradca finansowy w Polsce” - Pan Dariusz Makosz.
W tle lektor czyta: „Nasi klienci na funduszach zarobili ponad xx mln złotych”, a Pan Dariusz z nonszalancją kreśli ową rączką pnący się ku niebu wykresik stopy zwrotu jakiegoś funduszu.
Odgrzewane kotlety?
Ja wiem, to było w zamierzchłych czasach 2007. Wtedy naprawdę bez przerwy rosło. Nikt nie mógł przewidzieć, że kiedyś spadnie. Nawet „najbardziej doświadczony doradca”. Tylko co dzisiaj mają do powiedzenia? Gdzie reklama z rączką zjeżdzającą pod stół?
Abstrahując od naszej tu skromnej krucjaty, toż to ta sama patologia, z którą 2 lata temu zaczął walczyć KNF, zainspirowany reklamami wspomnianej już Arki, co w efekcie doprowadziło do serii nakazów i zakazów dotyczących reklamy funduszy inwestycyjnych.
http://www.money.pl/fundusze/wiadomosci/artykul/koniec;nachalnych;reklam;tfi,62,0,251710.html
No to jak? Doradzali czy agresywnie nakręcali sprzedaż dochodowego dla nich produktu?
Po serii wpisów sierioznych, dziś coś bardziej na luzie. Skrócona wersja wpisu kolegi na zaprzyjaznionym blogu...
----------
Na początek kilka bon mot'ów.
Jeśli ktoś z szanownych czytelników nie wie, co to takiego bon mot, uprzejmie informuję, iż bon mot (czyt. bą mo) z francuskiego oznacza dosłownie "dobre słowo", mniej dosłownie: "sugestywne i dowcipne sformułowanie, trafnie użyte w odpowiedniej sytuacji, dowcip, zręczne powiedzenie" (definicja za www.bryk.pl) czyli po naszemu aforyzm vulgo tekst jajcarski. Cały ten wstęp jest do niczego niepotrzebny, ale za to rozwijający lingwistycznie... ;)
Najpierw ustalmy, że między doradcą i ekspertem jest tylko "cienka czerwona linia". Dlaczego? Otóż dlatego, że rady najchętniej przyjmujemy od ekspertów. Wszak ekspert to ktoś, kto z woli bożej ma dawać rady oraz wygłaszać opinie.
Po ustaleniu, że z grubsza ekspert=doradca, popatrzmy na bon mot'y:
" Ekspert to człowiek, który przestał myśleć - on wie."
" Ekspert to człowiek, który popełnia tylko poważne błędy." Tom Phipps
" Ekspert to człowiek, który wie wszystko o niczym."
" Radę, którą dajesz drugiemu, zastosuj również do siebie." Mikołaj Gogol
" Gdy pragnie się podjąć decyzję, najniebezpieczniejszą rzeczą jest zasięganie czyjejś rady. Oprócz dwóch czy trzech osób nie ma na świecie nikogo, kto by pragnął naszego dobra." Emil Cioran
" Rada: najmniejsza moneta w obiegu." Ambrose Bierce
I nawet w fantasy: "Rada to niebezpieczny podarunek, nawet między Mędrcami, a każda może poniewczasie okazać się zła." J.R.R. Tolkien
Wszystko to podpowiada Google na zapytanie o aforyzmy dotyczące rady lub eksperta.
Artykuł dość "leciwy", ale chyba warto go przytoczyć.
Tradycyjnie już, selektywny cytat:
"Gdy podejmujemy decyzje finansowe w obecności eksperta, nasz mózg automatycznie wyłącza samodzielne myślenie - odkryli amerykańscy neuroekonomiści.
Doradca wyłączy ci myślenie
Ogłoszone w marcu odkrycie Amerykanów pokazuje, że w obliczu porad kogoś uchodzącego za finansowego eksperta nasz mózg wyłącza obszary zajmujące się oceną ryzyka i potencjalnych korzyści. Prof. Gregory Berns, neuroekonomista i psychiatra z Uniwersytetu Emory'ego w Atlancie opisuje badania swojego zespołu w magazynie "PLoS One"."
Dla bardziej dociekliwych artykuł źródłowy:
http://www.plosone.org/article/info%3Adoi%2F10.1371%2Fjournal.pone.0004957
Hipoteza kompletnego laika: Gdy rozmawiamy z kimś, kogo uważamy za "eksperta", czyli osobę bardziej kompetentną w danej dziedzinie niż my, pojawiają się emocje. Wstydzimy się przyznać, że być może wiemy mniej niż "wypada". Boimy się, że jakaś nasza decyzja nie była optymalna i zostanie skrytykowana. W świetle tych emocji, racjonalne myślenie, świadomość naszych potrzeb mogą polec pod naporem "obiektywnej porady eksperta".
A może doradcy o tym wiedzą? Może oparli na tym socjotechnikę pod hasłem "doradcy finansowi"? To chyba już zbyt daleko posunięte...
Kogóż pytać o wizerunek, w szczególności ten publiczny, jak nie speca od public relations. Otóż Jerzy Ciszewski pisze na swoim blogu o naszych ulubieńcach w kontekście wizerunku, zaufania (tudzież ich braku):
http://jerzyciszewski.bblog.pl/wpis,mistyczna;r,18425.html
Selektywny cytat:
---
Komisja Nadzoru Finansowego zleciła przeprowadzenie badań na okoliczność zaufania jakie budzi osoba „doradcy finansowego”. Pisząc w dużym skrócie – dziś nie budzi żadnego.
Osobiście, nie jestem w jakikolwiek sposób zdziwiony tą informacją. Już pisałem, galaktyka szeroko pojętych finansów – tak światowych jak i polskich – poniosła trudne do oszacowania straty; na swoim wizerunku, reputacji oraz portfelu. Nie ma oczywiście żadnego matematycznego wzoru ile kosztuje dobra reputacja ? Ile się traci pieniędzy (przychodu/zysku) kiedy owa reputacja jest pod tzw. „zdechłym azorkiem”. Pozwalam sobie więc za Gazetą Wyborczą i red. Niną Hałabuz:
„…Sondaż zlecony przez KNF nie pozostawia wątpliwości - ponad połowa Polaków woli obecnie na własną rękę podejmować decyzje o ulokowaniu oszczędności albo o kredycie. 63 proc. osób, które wzięły kredyt mieszkaniowy, nie konsultowało się z doradcą, a 8 proc. tylko zastanawiało się nad taką możliwością - ale i tak w końcu z niej nie skorzystało."
---
Cieszy (Anty-Doradcę) informacja, że Polacy chcą brać swoje finansowe sprawy w swoje własne ręce. Nie dziwi, że gdy tylko na horyzoncie pojawiły się "czarne chmury" kryzysu ostrze sprytnego marketingu pośredników pod hasłem "doradcy finansowi" obróciło się przeciw nim samym...
Tak, tak - nie istnieje. Zapytacie: jak to? A firmy, o których pisałeś w poprzednim poście? Te dziesiątki organizacji i tysiące osób z dumą noszących na szyldach i wizytówkach tytuł "Doradcy Finansowi"?
Przecież twierdziłeś, że "Bez doradcy nie byłoby Anty-Doradcy".
To wszystko prawda, ale jednak doradca finansowy nie istnieje. Przykro mi. To znaczy istnieje, ale jest kimś zupełnie innym. Kim?
Szukając definicji najlepiej chyba sięgnąć do źródła. Otóż istnieje sobie na przykład taki FECIF. Czyli "The European Federation of Financial Advisers and Financial Intermediaries". Europejska Federacja Doradców Finansowych i Pośredników Finansowych.
Co znajdujemy na ich stronie nt. misji organizacji? Czyli tutaj?
"Definitions of the Adviser and Intermediary Role:
* an Adviser acts as a service provider for his or her client,
* totally independent by nature, an Adviser is required to offer absolutely impartial advice,
* an Adviser is remunerated exclusively by his or her client".
Czyli: Doradca świadczy usługi na rzecz swojego klienta. Z natury swojej profesji całkowicie niezależny, zobowiązany jest udzielać bezstronnych porad. Doradca pobiera wynagrodzenie wyłącznie od swojego klienta".
Niezależność, bezstronność - o tym słyszymy i w Polsce. Ale od razu podnoszą się głosy: Przecież płącą im banki! I to jeszcze jeden więcej niż drugi! Więc cóż to za bezstronna porada?
Otóż to. Sedno tkwi w ostatnim zdaniu definicji. Usługa świadczona wyłącznie dla klienta (a nie także dla banku) i opłacana przez klienta!
Czyli nasi doradcy doradcami bynajmniej nie są! A kim są?
Z tego samego źródła:
"* an Intermediary is remunerated by the supplier whose product or service is proposed"
Czyli: pośrednik jest wynagradzany przez dostawcę produktu lub usługi, którą proponuje (klientowi). Bingo. Czyżbyśmy mieli wyjaśnienie zagadki? POŚREDNIK FINANSOWY?
Co więc się stało? Skąd ta wszechobecność Doradców Finansowych, skoro ci ludzie i te firmy ewidentnie działają jako pośrednicy finansowi? Jakaś zbiorowa pomyłka? A może sprytna manipulacja?
O tym już w następnym odcinku ;-)
Po serii intensywnych odniesień do cudzych artykułów, które zmobilizowały mnie do założenia tego bloga, pora teraz na parę postów o "charakterze programowym". Manifest manifestem, chciałbym jednak w bardziej rzeczowy sposób napisać skąd się wziął pomysł na ten blog i czym ma on być.
A więc odcinek nr 1!
Tak jak antyteza nie może istnieć bez tezy, antymateria potrzebuje materii, tak anty-doradcy niezbędny jest doradca. To doradca go definiuje i doradca zapewnia zasadniczą przyczynę istnienia. O jakiego doradcę chodzi? Otóż tak ostatnio popularnego, przez wielu znienawidzonego "doradcę finansowego".
Kim on jest? Ten (po)twór ma wiele twarzy. Zrobimy mała reklamę "konkurencji" i prześledzimy ich loga, taglajny i strony główne. No to z góry na dół ;-)
Open Finance - "Open Finance to profesjonalni doradcy finansowi."
Expander - "Niezależny Doradca Finansowy"
Dom Kredytowy NOTUS - "doradcy finansowi"
A-Z Finanse - "osobisty doradca finansowy" (w stopce) i "Osobity Doradca Finansowy" jako ich pracownik
Money Expert - "DORADCY FINANSOWI"
Doradcy24 - dwa tuziny doradców w nazwie ;-) plus wyjaśnienie "do usług, finansowych"
Finamo - "doradcy finansowi"
Uff, co za różnorodność ;-) Już tu widać pewną konfuzję - czy doradca to firma (albo model biznesowy) czy też zatrudniony przez nią pracownik, który jest (ma być, staje się) doradcą finansowym klienta.
Wysiłkiem tychże firm powstał Związek Firm Doradztwa Finansowego (http://www.zwiazek-doradcow.org/). Mamy tu i doradców (firmy i ich pracowników), jak i doradztwo finansowe, jako kategorię usług, zalążek branży.
Brawo! Dużo pracy, wysiłku, konsekwentne budowanie świadomości setek tysięcy Polaków. Tylko skąd te wątpliwości, zarzuty o nieobiektywność, utrata wiarygodności? Rykoszet kryzysu, skutek spadku zaufania do banków? A może coś więcej?
Będę w tym momencie bezczelny i postawie ryzykowną tezę - nie anty- ;-) Moim zdaniem DORADCA FINANSOWY NIE ISTNIEJE.
Zapytacie: jak to? O tym już w kolejnym odcinku ;-)
Zgodnie z obietnicą, ostatni odcinek w tryptyku "Poczytne bzdury" dziennikarzy ekonomicznych i przeróżnych "analityków". Kolej na Bankiera.
PPF (ich stopka: "Polski Portal Finansowy", chyba chodzi o to, że dobry bo polski...) zamieścił artykuł swojego... Analityka!!! Nie dziennikarza, ale analityka. Poszukałem chwilę w sieci, nie udało mi się odszukać jakie credentials ma Pan Krzysztof Kolany, aby tak go tytułować. Zapewne ma na koncie studia ekonomiczne, minimum na poziomie doktoranckim, może pracę naukową na uczelni pokroju SGH i z 10 lat doświadczenia zawodowego w faktycznym analizowaniu rynku... Zresztą o życiorysach naszych analityków (na przykładzie p. Emila Szwedy / Open Finance) będzie więcej kiedy indziej...
Teraz link:
http://www.bankier.pl/wiadomosc/Bez-kredytu-nie-ma-zycia-1975465.html
Po pierwszej lekturze byłem tak zbity z pantałyku, że mimo zachęt znajomych, nie byłem w stanie pokusić się o komentarz. Mineło kilka dni, trochę doszedłem do siebie, wciąż jednak pisanie przychodzi z trudem.
Przyznam: większego steku bzdur nie czytałem dawno. Choć dzieło ambitne, należy przyznać. Niby parę akapicików, ale to nie żadna tam analiza. Pan Analityk mierzy wyżej - to przecież i traktat moralny (zły kredyt rujnuje jednostki i społeczeństwa), rozprawa historyczna (kłopoty z kredytem rozpętały II-gą Wojnę Światową), a przede wszystkim wstrząsająca futurologiczna wizja (gdyby bańka z kredytem pęknie tak naprawdę na dobre, to "do jakiego etapu w historii cofnie się wówczas globalna gospodarka?").
A same tezy? Kredyt zły jest i zło ze sobą niesie. Skoro to wiemy, to trudno dyskutować, czy jest go za mało w gospodarce, czy też za dużo. Kiedy jest niezbędny, a kiedy nadmiarowy. Po prostu: złe banki naudzielały tych kredytów biednym ludziom, a teraz jeszcze rządy tę spiralę nakręcaja. Się zakaże w konstytucji i będzie wreszcie spokój, nic nie będzie i będzie dobrze.
Jakoś tak mam wrażenie, że wszyscy Ci dziś orędownicy niebrania, jakieś 2 lata temu pisali, że tylko głupi nie bierze. Wtedy pisali pod publikę i dziś piszą. Zmieniło się ogólnospołeczne odczucie, to zmieniło się tezy. Mocodawcom zależy na popularności, normalna sprawa. Czymże się przecież różni ekonomia od publicystyki...
Przyznam się bez bicia: najpierw był emocjonalny komentarz na forum, teraz ten post.
Inkryminowany "artykuł":
http://wyborcza.pl/1,76842,6758725,Dopadla_nas_zakupowa_stagnacja.html
I komentarz: "Dla mnie to jakaś kolejna artykułowa ekonomiczna masakra. Wczoraj rozwalił mnie koleś na bankierze, dziś tutaj artykuł gdzie tytuł ma się tak do pierwszego zdania: "Dopadła nas zakupowa stagnacja. Ekonomiści spodziewali się spadku, tymczasem majowa sprzedaż detaliczna wzrosła o 1,1 proc.". Stagnacja??? Czy 1,1% wzrost, wbrew "analitykom"?
Jeżeli to pisał jakiś człowiek (a może już maszyna?) to czy mógłby wystąpić i powiedzieć (napisać): o co mu chodzi? kto mu za to płaci (ulubione polskie pytanie)? w sensie: za dopisywanie idiotycznych, chwytliwych tytułów do artykułów przeciwnej treści... czy takie coś ma się jakoś sensownie do wciąż nie najgorszej reputacji ogólnopolskiego dziennika (i "wiodącego" portalu)."
Krótko uzupełniam: o artykule na bankierze napiszę jutro ;-)
Pojawiły się w mediach artykuły sponsorowane tej firmy, w których "analitycy" twierdzą, że program kredytów hipotecznych z dopłatą "Rodzina na swoim" jest ZŁY dla rynku bo ogranicza spadek cen nieruchomości.
http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6702317,Rodziny_na_swoim__ale_za_wiekszy_kredyt.html
Według autorów program "zakłóca" działanie sił rynkowych.
Poddając to krótkiej analizie: siłą rynkową musi być w takim razie ograniczanie przez banki dostępności kredytów hipotecznych. Zmniejsza to popyt na mieszkania, co prowadzi do tak pożadanego przez wszystkich spadku cen.
Program "Rodzina na swoim", będący dla bardzo wielu klientów jedyną w tej chwili opcją wzięcia kredytu hipotecznego na wymarzony dom lub mieszkanie zakłóca działanie tej siły!!!
Niezbyt ładnie jest pisać negatywnie o (poniekąd) konkurencji, ale w tym wypadku mam wrażenie, że Panowie "analitycy" zagalopowali się.
Jak jest moim zdaniem?