Anty-Doradca

Nie doradzam nt. finansów osobistych, kredytów hipotecznych, inwestycji, ubezpieczeń...

Wpisy

  • sobota, 03 marca 2012
    • Anty-Doradca - reanimacja

      Dumniej byłoby napisać "reaktywacja", ale brak wpisów przez 2 1/4 roku to niemal blogowa śmierć. Jeśli chce się znów ożyć, trzeba zacząć kandydata na trupa intensywnie reanimować, nie tracąc nadziei na powrót do pełni sił...

       

      Na szczęście sam temat nie stracił na aktualności, doradcy trzymają się mocno, wciąż dostrzegam miejsce na aktywność Anty-Doradcy, zwaną kiedyś szumnie krucjatą...

       

      W ramach reanimacji planuję powrót do korzeni akcji i ponowną publikację, tym razem w kolejności logicznej, a nie chronologicznej kilku wpisów stanowiących fundament programowy.

       

      W planach jest też dalsze piętnowanie wszelakiej ściemy w działaniu i reklamie doradców finansowych oraz dzielenie się z Czytelnikami publikacjami innych autorów na ten temat. Zamierzam również uczestniczyć w toczącej dyskusji o zmianach systemowych na rynku pośrednictwa finansowego, w kontekście planowanych regulacji europejskich i krajowych.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Anty-Doradca - reanimacja”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      antydoradca
      Czas publikacji:
      sobota, 03 marca 2012 15:53
  • niedziela, 06 grudnia 2009
    • Geneza doradcy

      Zjawisko doradztwa finansowego w ciągu kilku lat stało się istotnym faktem na polskim rynku usług finansowych (więcej tu: http://antydoradca.blox.pl/2009/06/Bez-doradcy-nie-byloby-Anty-Doradcy.html). 

      Jednak mimo ewidentnych sukcesów biznesowych i setek tysięcy klientów, „doradztwo” budzi emocje i kontrowersje, które wydają się ostatnimi czasy narastać. 

      Jedni twierdzą, że to kwestia poziomu świadczonych usług i braku regulacji.

      Anty-Doradca odpowiada, że problem leży gdzie indziej: firmy doradztwa finansowego, pod przewodnictwem Open Finance, stworzyły sprytną mistyfikację konsekwentnie nazywając doradztwem świadczoną przez siebie usługę pośrednictwa finansowego. Tak konsekwentnie, że przyzwyczailiśmy się do tego i niemal zaakceptowaliśmy (więcej tu: http://antydoradca.blox.pl/2009/07/Doradca-finansowy-nie-istnieje.html).

      Na co liczyli młodzi twórcy Open Finance, a wcześniej Expandera? W tym chociażby Maurycy Kühn, szara eminencja wśród twórców oraz członków zarządów obu firm i jak śmiem twierdzić ojciec „doradztwa finansowego” w Polsce? Absolwenta Duke MBA i wyjadacza bankowości inwestycyjnej (Morgan Stanley) oraz konsultingu strategicznego (Boston Consulting Group) trudno podejrzewać o ignorancję, tudzież tragiczną omyłkę.

      W ich wykonaniu musiała to być dobrze zaplanowana strategia, nastawiona na konkretne efekty. Jakie wg Anty-Doradcy? 
      • Odróżnić się od konkurencji w postaci pośredników finansowych, w tym mocno rozproszonej grupy małych, lokalnych pośredników
      • Wykreować wrażenie usługi o charakterze premium, która w połączeniu ze znacznymi inwestycjami w markę, będzie atrakcyjna dla klientów o wyższych dochodach
      • Zniechęcić Polaków do samodzielnego podejmowania decyzji finansowych, wykorzystując niedostatki wiedzy ekonomicznej oraz awersję do żmudnej analizy „kruczków i niuansów” ofert bankowych, aby ułatwić sobie sprzedawanie wysoko marżowych produktów, uzupełnianie sprzedaży o produkty dodatkowe.
      Pomysł bardzo cwany i jak dotąd wypalił prawie w 100%. Któż by tak nie chciał? Podejmą za mnie najlepszą decyzję o kredycie czy inwestycji. Pomogą wszystko załatwić. Ja nie będę musiał się o nic martwić – ani na etapie decyzji, ani wnioskowania, ani nawet później. 

      Pewnie gdyby nie kryzys byłoby dalej super. Kredyt hipoteczny na 130% wciąż by taniał, bo złotówka nadal by się umacniała. Tysiące zainwestowane w najgorsze nawet struktury czy też fundusze rosłyby, bo wszystko by rosło. Idealny był to czas dla doradcy: co bym nie doradził, wszyscy będą zadowoleni.

      Kryzys wywrócił „do góry nogami” portfele klientów Open Finance (i nie tylko). Zadłużenie w hipotekach zaciągniętych we frankach (czy też w innych walutach) wzrosło w ciągu kilkunastu tygodni o ponad 60%. Ktoś kto wziął kredyt na 500 tys. zł gdy frank był po 2 zł, nagle winien był bankowi prawie 850 tys. Wartość inwestycji poleciała „na łeb na szyję” – np. WIG20 od szczytu spadł o 65%, fundusz Arka Akcji o blisko 60%.

      Nikt nie wini za to Open Finance. Nie jest nawet ważne, że reklamując się lub też rozmawiając z klientami nie ostrzegali ich o ryzyku (http://antydoradca.blox.pl/2009/08/Doradca-doradza-w-reklamie.html).

      Winą Open Finance i spółki jest to, że tworząc kłamliwą koncepcję doradztwa finansowego „po polsku”, nie mającą nic wspólnego z definicją tej usługi w Europie, a następnie wydając na miliony złotych na jej promocję, uśpili naszą zbiorową czujność. Wmówili nam, że za darmo, działając w naszym najlepiej pojętym interesie, młody, ale ponoć bardzo doświadczony człowiek w obowiązkowym krawacie podejmie dla nas najlepszą decyzję.

      Nie wytłumaczyli, że to my podejmujemy decyzję i podpisujemy umowę z instytucją finansową. Że to my ponosimy ryzyko związane z produktami, które wybieramy i że poniesiemy wszelkie konsekwencje tych decyzji. Że gdybyśmy chcieli  dochodzić czegokolwiek od „doradcy”, to nie ma o tym mowy, przecież nie podpisaliśmy nawet z nimi żadnej umowy.

      Cała ta sytuacja powinna uświadomić nam wszystkim dobitnie, że decyzje finansowe to od początku do końca nasze własne decyzje. I że jeżeli nie lubimy jak ktoś nas wprowadza w błąd, nie powinniśmy rozmawiać z pośrednikami podszywającymi się pod doradców finansowych. 

      Tutaj macie listę.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Geneza doradcy”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      antydoradca
      Czas publikacji:
      niedziela, 06 grudnia 2009 15:18
  • piątek, 04 grudnia 2009
  • piątek, 20 listopada 2009
    • Ręce precz od moich pieniędzy!

      Dziś, wyjątkowo, nie dostanie się doradcom. Raczej szerokiej grupie publicystów i komentatorów ekonomicznych, w tym aktywistów wszelakich forów internetowych o tematyce gospodarczej.

      Nie wiem jak Wy, ale ja często spotykam się z takim oto argumentem: „Nie życzę sobie, aby moje podatki / pieniądze szły na ...!”. Regularnie takie podejście pojawia się w dyskusjach na temat programu dopłat Państwa do kredytów hipotecznych pod nazwą „Rodzina na swoim”. Pisałem o tym tutaj: http://antydoradca.blox.pl/2009/06/Wg-Open-Finance-Rodzina-zakloca.html. 

      Wystarczy spojrzeć na jeden z komentarzy do tego posta – użytkownik jimmy.mae pisze:

      „To może szlachetny pomysł pomagać rodzinom zdobyć własne przewartościowane mieszkanie, ale ktoś za to płaci - wszyscy obywatele czy tego chcą czy nie. Ja wolę żeby rodziny same płaciły za swoje mieszkanie. Ja nie chcę dopłacać, dziękuję.” 

      Na pozór nic w tym złego. Wszycy przecież płacimy podatki – jedni mniej, drudzy więcej, jedni sumiennie, inni nie. Jednak każdy z nas ileś tam ciężko zarobionych złotówek wkłada co roku do kasy Państwa w postaci różnych PIT-ów, CIT-ów, VAT-ów, akcyz itp. Czyli mamy prawo  się wypowiadać co z naszą kasą dziać się ma?

      I tak i nie, niestety. Mamy, w sensie głosowania na partię, która ma określony program gospodarczy i zamierza w jakiś sposób i na jakąś skalę zbierać pieniądze podatników i na coś przeznaczać. Nie mamy jednak, w sensie krytykowania polityki Państwa w sposób „Na to bym nie dał”. Przecież to nic innego jak egoizm ekonomiczny, a nie na tym polega idea Państwa.

      Pewnie nie każdy z komentujących w ten sposób uświadamia sobie, że każda złotówka pobierana z podatków jest wydawana przez Państwo na jakiś cel. Czy są to pensje w ministerstwach, wydatki na lecznictwo, oświatę, inwestycje w infrastrukturę, zasiłki dla bezrobotnych, becikowe, służby zbrojne, policję, kulturę, emerytury, schroniska dla zwierząt, dopłaty do kredytów wreszcie. 

      Państwo posiada pewien katalog usług, które w sposób bezpośredni lub pośredni świadczy swoim obywatelom. Oczywiste jest, że każdy z nas konsumuje te usługi w nierównomierny sposób, różnie na róznych etapach życia. Będąc studentem uczymy się na państwowej uczelni, pobierając stypendium naukowe, cieszą nas zniżki komunikacyjne, a mało interesuje poziom opieki lekarskiej czy edukacji w gimnazjach. 

      Gdyby system był skontruowany w taki sposób, że płacąc podatek decydowalibyśmy o jego przeznaczeniu, dbalibyśmy o swoje potrzeby, zapominając o innych. To właśnie wspomniany egoizm.

      I tenże egoizm leży moim zdaniem u podstaw przytoczonych na początku komentarzy. Sprzeciwiamy się dopłatom do kredytów, becikowemu, itp. bo z nich nie korzystamy. 

      Czym innym jest dyskusja na temat roli Państwa i zakresu jego aktywności, wysokości podatków i sposobów ich przeznaczania na określone działania. Na temat efektywności ekonomicznej lub społecznej wybranych programów. 

      Tylko że wymaga to innych argumentów niż „Na to bym nie dał” ;-)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „Ręce precz od moich pieniędzy!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      antydoradca
      Czas publikacji:
      piątek, 20 listopada 2009 10:27
  • piątek, 30 października 2009
  • wtorek, 11 sierpnia 2009
    • Bankier.pl popiera Anty-Doradcę

      Na Bankierze ukazała się skądinąd bardzo ciekawa analiza publikacji prasowych powstałych na bazie "raportów" firm "doradztwa" finansowego dotyczących wzrostu lub spadku cen nieruchomości.

      http://www.bankier.pl/wiadomosc/Spadki-i-wzrosty-cen-nieruchomosci-w-oczach-analitykow-1998805.html

      Jeszcze ciekawszy jest komentarz p. Kryńskiego z Bankiera. Jego fragment:

      "Wnikliwy czytelnik może zauważyć, że wiele publikacji odnośnie rynku mieszkaniowego to bezpośrednie przedruki analiz i prognoz prezentowanych przez np. firmy doradztwa finansowego. To powinno powodować zapalenie się czerwonej ostrzegawczej lampki: czy na pewno przedstawiciele firm, które pośredniczą w procesie udzielania kredytu czy w obrocie nieruchomościami (i de facto zarabiają na wolumenie sprzedaży) to w pełni wiarygodne źródło informacji? Czy opracowania oparte o ceny ofertowe, bez uwzględnienia cen transakcyjnych, mogą stanowić rzetelną rekomendację?"

      No i jeszcze (poniżej) komentarze internautów włącznie z Anty-Doradcą.

      CZYŻBY TO JAKAŚ NAGŁA ZMIANA TRENDU? A MOŻE ANTY-DORADCA TRAFIA POD STRZECHY?

      Spadki i wzrosty cen nieruchomości w oczach analityków

      Autor: ~obserwator [89.78.50.*], 2009-08-11 07:30
      No i mamy, ze Open naganial i nagania na wzrosty.
       

      Spadki i wzrosty cen nieruchomości w oczach analityków

      Autor: ~Grr [212.2.96.*], 2009-08-11 08:48
      "Może to wskazywac na małą pewność analityków co do własnych prognoz"

      Nic dodać nic ująć

      umarl "doradca finansowy", niech zyje "spekulany finansow

      Autor: ~Jaa [62.87.148.*], 2009-08-11 09:57
      To bardzo dobry artykul - demaskujacy naganiaczy i marzycieli o wiecznym nieruchomosciowym eldorado w Polsce.

      Jak widac takie cos jak "doradca" nie istnieje juz od dawna. Jest jedynie "spekulant".

      OpenFajans, Ex-padner, HomeBroken i inne pseudo doradcze firemki to nic innego jak jedynie posrednicy kredytowi. Z doradztwem nie maja nic wspolnego bo jak widac z tego materialu, nie maja zielonego pojecia o czym mowia z miesiaca na miesiac. Raz tak, raz siak a za miesiac znow inaczej.

      Hitem roku jest wypowiedz Pani z HomeBroken, ktora potrafila w jednym zdaniu dac nam maluczkim, nie znajacym sie na niczym do wiadomosci, ze mieszkania do konca roku utrzymaja swoja cene ale tez czesc bedzie drozec a czesc taniec - wtajemniczeni wiedza o kogo chodzi :) Slowem podsumowania - wg mnie pani sama nie bardzo wie o czym mowi.

      Takimi absurdami karmia nas "analitycy" i "doradcy".

      Spadki i wzrosty cen nieruchomości w oczach analityków

      Autor: ~abc [127.0.0.*], 2009-08-11 10:22
      nareszcie jakiś sensowny komentarz (pana Michała Kryńskiego).

      Male zastrzezenie. To nie klienci sa sobie winni

      Autor: ~Kosikm [10.66.139.*], 2009-08-11 10:58
      Czlowiek ma prawo liczyc na uczciwosc, a to co robili analitycy wraz z mediami to zwykle oszustwo. Widzieli dane statystyczne sprzedawanych domow ktora z msc na msc spadala na dodatek wiadomo bylo ze banki przestaly praktycznie udzielac kredytow a duzo inwestycji wlasnie sie konczyla. A ci anale pisali wszedzie ze ceny juz nie beda spadac

      Spadki i wzrosty cen nieruchomości w oczach analityków

      Autor: ~Mariano Italiano [83.31.230.*], 2009-08-11 11:01
      Znam kilku analityków i jedyne co moge powiedzieć na ich temat, to że kompletnie nie kumaja tego co robią. Ale w sumie im sie nie dziwię...... nie są wróżkami.

      Spadki i wzrosty cen nieruchomości w oczach analityków

      Autor: ~2wb [83.28.219.*], 2009-08-11 11:27
      NIe wiem czy jeszcze pamietacie jak jakies anale w 2007 dawaly rade mlodym malzenstwom, zeby kupowac mieszkania bo taniej nie bedzie oczywiscie na kredyt we frankach na cala zdolnosc kredytowa a za nadwyzke kupic fundusze akcji (w szczycie hossy!!!) Jesli ktos posluchal dzisiaj jest bankrutem. Mieszkania stanialy o 20% kredyt wzrosl o50% a akcje spadly o 70%

      Spadki i wzrosty cen nieruchomości w oczach analityków

      Autor: ~antydoradca [79.162.107.*], 2009-08-11 19:19

      Cóż za rzetelny komentarz ze strony Bankiera! Czyżbyście jednak nie stali po stronie "doradców" wieszczących różne rzeczy przy pomocy swoich "analityków" po to tylko żeby zwrócić uwagę na siebie i być obecnym w mediach? Nie myśląc wcale o klientach i decyzjach jakie podejmą w wyniku tych "analiz"?

      Anty-Doradca popiera jak najbardziej tę woltę!

      Przypomnę jednak tylko, że chwilę temu Bankier przestawiał się jako "portal doradczy" (sic!), a jego przestawiciel wciąż zasiada w zarządzie Związku Firm Doradztwa Finansowego wraz z "grubymi rybami" z firm "doradczych" wymienianych w artykule.

      Krucjata Anty-Doradcy: http://antydoradca.blox.pl

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (13) Pokaż komentarze do wpisu „Bankier.pl popiera Anty-Doradcę”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      antydoradca
      Czas publikacji:
      wtorek, 11 sierpnia 2009 19:29
  • czwartek, 06 sierpnia 2009
    • Doradca doradza w reklamie?


      Na pierwszy rzut oka dzisiejszy post jest bez sensu. Anty-Doradca puszcza reklamy doradców? A jak ktoś się nie daj Boże skusi? ;-)

      Chodzi o reklamę firmy niesprawiedliwe nazywanej przez niektórych „Open Fajans”. Prekursorzy reklamy telewizyjnej wśród „doradców” finansowych w latach 2006 - 2008 konsekwentnie budowali obraz świetlanej przyszłości finansowej każdego z nas. Receptę pamiętamy dobrze: kredycik hipoteczny w CHF na 130% LTV + fundusze inwestycyjne (najlepiej Arka, oczywiście).

      Oto inkryminowana reklama. Można obejrzeć całośc, ale tzw. kwintesencją jest pierwsze 13 sekund:

      Człowiek „z rączką” to spopularyzowany w innym cyklu reklam (też zasługującym na uwagę Anty-doradcy) - „Najbardziej doświadczony doradca finansowy w Polsce” - Pan Dariusz Makosz.

      W tle lektor czyta: „Nasi klienci na funduszach zarobili ponad xx mln złotych”, a Pan Dariusz z nonszalancją kreśli ową rączką pnący się ku niebu wykresik stopy zwrotu jakiegoś funduszu.

      Odgrzewane kotlety?

      Ja wiem, to było w zamierzchłych czasach 2007. Wtedy naprawdę bez przerwy rosło. Nikt nie mógł przewidzieć, że kiedyś spadnie. Nawet „najbardziej doświadczony doradca”. Tylko co dzisiaj mają do powiedzenia? Gdzie reklama z rączką zjeżdzającą pod stół?

      Abstrahując od naszej tu skromnej krucjaty, toż to ta sama patologia, z którą 2 lata temu zaczął walczyć KNF, zainspirowany reklamami wspomnianej już Arki, co w efekcie doprowadziło do serii nakazów i zakazów dotyczących reklamy funduszy inwestycyjnych.

      http://www.money.pl/fundusze/wiadomosci/artykul/koniec;nachalnych;reklam;tfi,62,0,251710.html

      No to jak? Doradzali czy agresywnie nakręcali sprzedaż dochodowego dla nich produktu?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Doradca doradza w reklamie?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      antydoradca
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 sierpnia 2009 11:05
  • poniedziałek, 13 lipca 2009
    • Doradcy w krzywym zwierciadle

      Po serii wpisów sierioznych, dziś coś bardziej na luzie. Skrócona wersja wpisu kolegi na zaprzyjaznionym blogu...

      ----------

      Na początek kilka bon mot'ów.

      Jeśli ktoś z szanownych czytelników nie wie, co to takiego bon mot, uprzejmie informuję, iż bon mot (czyt. bą mo) z francuskiego oznacza dosłownie "dobre słowo", mniej dosłownie: "sugestywne i dowcipne sformułowanie, trafnie użyte w odpowiedniej sytuacji, dowcip, zręczne powiedzenie" (definicja za www.bryk.pl) czyli po naszemu aforyzm vulgo tekst jajcarski. Cały ten wstęp jest do niczego niepotrzebny, ale za to rozwijający lingwistycznie... ;)

      Najpierw ustalmy, że między doradcą i ekspertem jest tylko "cienka czerwona linia". Dlaczego? Otóż dlatego, że rady najchętniej przyjmujemy od ekspertów. Wszak ekspert to ktoś, kto z woli bożej ma dawać rady oraz wygłaszać opinie.

      Po ustaleniu, że z grubsza ekspert=doradca, popatrzmy na bon mot'y:

      " Ekspert to człowiek, który przestał myśleć - on wie."
      " Ekspert to człowiek, który popełnia tylko poważne błędy." Tom Phipps
      " Ekspert to człowiek, który wie wszystko o niczym."
      " Radę, którą dajesz drugiemu, zastosuj również do siebie." Mikołaj Gogol
      " Gdy pragnie się podjąć decyzję, najniebezpieczniejszą rzeczą jest zasięganie czyjejś rady. Oprócz dwóch czy trzech osób nie ma na świecie nikogo, kto by pragnął naszego dobra." Emil Cioran
      " Rada: najmniejsza moneta w obiegu." Ambrose Bierce
      I nawet w fantasy: "Rada to niebezpieczny podarunek, nawet między Mędrcami, a każda może poniewczasie okazać się zła." J.R.R. Tolkien

      Wszystko to podpowiada Google na zapytanie o aforyzmy dotyczące rady lub eksperta.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Doradcy w krzywym zwierciadle”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      antydoradca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 13 lipca 2009 10:21
  • sobota, 11 lipca 2009
    • Biedactwa - neurologia też przeciwko nim

      Artykuł dość "leciwy", ale chyba warto go przytoczyć.

      http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,94425,6506605,Mozg_i_pieniadze__dlaczego_rozum_zawodzi_.html

      Tradycyjnie już, selektywny cytat:

      "Gdy podejmujemy decyzje finansowe w obecności eksperta, nasz mózg automatycznie wyłącza samodzielne myślenie - odkryli amerykańscy neuroekonomiści.

      Doradca wyłączy ci myślenie

      Ogłoszone w marcu odkrycie Amerykanów pokazuje, że w obliczu porad kogoś uchodzącego za finansowego eksperta nasz mózg wyłącza obszary zajmujące się oceną ryzyka i potencjalnych korzyści. Prof. Gregory Berns, neuroekonomista i psychiatra z Uniwersytetu Emory'ego w Atlancie opisuje badania swojego zespołu w magazynie "PLoS One"."

      Dla bardziej dociekliwych artykuł źródłowy:

      http://www.plosone.org/article/info%3Adoi%2F10.1371%2Fjournal.pone.0004957

      Hipoteza kompletnego laika: Gdy rozmawiamy z kimś, kogo uważamy za "eksperta", czyli osobę bardziej kompetentną w danej dziedzinie niż my, pojawiają się emocje. Wstydzimy się przyznać, że być może wiemy mniej niż "wypada". Boimy się, że jakaś nasza decyzja nie była optymalna i zostanie skrytykowana. W świetle tych emocji, racjonalne myślenie, świadomość naszych potrzeb mogą polec pod naporem "obiektywnej porady eksperta".

      A może doradcy o tym wiedzą? Może oparli na tym socjotechnikę pod hasłem "doradcy finansowi"? To chyba już zbyt daleko posunięte...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Biedactwa - neurologia też przeciwko nim”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      antydoradca
      Czas publikacji:
      sobota, 11 lipca 2009 12:36
  • wtorek, 07 lipca 2009
    • (Anty-) wizerunek doradcy

      Kogóż pytać o wizerunek, w szczególności ten publiczny, jak nie speca od public relations. Otóż Jerzy Ciszewski pisze na swoim blogu o naszych ulubieńcach w kontekście wizerunku, zaufania (tudzież ich braku):

      http://jerzyciszewski.bblog.pl/wpis,mistyczna;r,18425.html

      Selektywny cytat:

      ---

      Komisja Nadzoru Finansowego zleciła przeprowadzenie badań na okoliczność zaufania jakie budzi osoba „doradcy finansowego”. Pisząc w dużym skrócie – dziś nie budzi żadnego.

      Osobiście, nie jestem w jakikolwiek sposób zdziwiony tą informacją. Już pisałem, galaktyka szeroko pojętych finansów – tak światowych jak i polskich – poniosła trudne do oszacowania straty; na swoim wizerunku, reputacji oraz portfelu. Nie ma oczywiście żadnego matematycznego wzoru ile kosztuje dobra reputacja ? Ile się traci pieniędzy (przychodu/zysku) kiedy owa reputacja jest pod tzw. „zdechłym azorkiem”. Pozwalam sobie więc za Gazetą Wyborczą i red. Niną Hałabuz:

      „…Sondaż zlecony przez KNF nie pozostawia wątpliwości - ponad połowa Polaków woli obecnie na własną rękę podejmować decyzje o ulokowaniu oszczędności albo o kredycie. 63 proc. osób, które wzięły kredyt mieszkaniowy, nie konsultowało się z doradcą, a 8 proc. tylko zastanawiało się nad taką możliwością - ale i tak w końcu z niej nie skorzystało."

      ---

      Cieszy (Anty-Doradcę) informacja, że Polacy chcą brać swoje finansowe sprawy w swoje własne ręce. Nie dziwi, że gdy tylko na horyzoncie pojawiły się "czarne chmury" kryzysu ostrze sprytnego marketingu pośredników pod hasłem "doradcy finansowi" obróciło się przeciw nim samym...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „(Anty-) wizerunek doradcy”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      antydoradca
      Czas publikacji:
      wtorek, 07 lipca 2009 15:14
  • piątek, 03 lipca 2009
    • Doradca finansowy nie istnieje!

      Tak, tak - nie istnieje. Zapytacie: jak to? A firmy, o których pisałeś w poprzednim poście? Te dziesiątki organizacji i tysiące osób z dumą noszących na szyldach i wizytówkach tytuł "Doradcy Finansowi"?

      Przecież twierdziłeś, że "Bez doradcy nie byłoby Anty-Doradcy".

      To wszystko prawda, ale jednak doradca finansowy nie istnieje. Przykro mi. To znaczy istnieje, ale jest kimś zupełnie innym. Kim?

      Szukając definicji najlepiej chyba sięgnąć do źródła. Otóż istnieje sobie na przykład taki FECIF. Czyli "The European Federation of Financial Advisers and Financial Intermediaries". Europejska Federacja Doradców Finansowych i Pośredników Finansowych.

      Co znajdujemy na ich stronie nt. misji organizacji? Czyli tutaj?

      "Definitions of the Adviser and Intermediary Role:

      * an Adviser acts as a service provider for his or her client,
      * totally independent by nature, an Adviser is required to offer absolutely impartial advice,
      * an Adviser is remunerated exclusively by his or her client".

      Czyli: Doradca świadczy usługi na rzecz swojego klienta. Z natury swojej profesji całkowicie niezależny, zobowiązany jest udzielać bezstronnych porad. Doradca pobiera wynagrodzenie wyłącznie od swojego klienta".

      Niezależność, bezstronność - o tym słyszymy i w Polsce. Ale od razu podnoszą się głosy: Przecież płącą im banki! I to jeszcze jeden więcej niż drugi! Więc cóż to za bezstronna porada?

      Otóż to. Sedno tkwi w ostatnim zdaniu definicji. Usługa świadczona wyłącznie dla klienta (a nie także dla banku) i opłacana przez klienta!

      Czyli nasi doradcy doradcami bynajmniej nie są! A kim są?

      Z tego samego źródła:

      "* an Intermediary is remunerated by the supplier whose product or service is proposed"

      Czyli: pośrednik jest wynagradzany przez dostawcę produktu lub usługi, którą proponuje (klientowi). Bingo. Czyżbyśmy mieli wyjaśnienie zagadki? POŚREDNIK FINANSOWY?

      Co więc się stało? Skąd ta wszechobecność Doradców Finansowych, skoro ci ludzie i te firmy ewidentnie działają jako pośrednicy finansowi? Jakaś zbiorowa pomyłka? A może sprytna manipulacja?

      O tym już w następnym odcinku ;-)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Doradca finansowy nie istnieje!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      antydoradca
      Czas publikacji:
      piątek, 03 lipca 2009 20:55
  • poniedziałek, 29 czerwca 2009
    • Bernard "kozioł" Madoff?

      Temida ponoć powinna być slepa. Moze i ślepa bywa, ale na pewno nie jest głucha. W szczególności głucha na tzw. zapotrzebowanie społeczne.

      Dziś sąd wydał wyrok w sprawie Barnarda Madoffa, pierwszego aferzysty Wielkiego Kryzysu przełomu lat 2008/9.

      http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6770972,Bernard_Madoff_skazany_na_150_lat_wiezienia.html

      Winny zarzucanych czynów, skazany na jedyne 150 lat w jakimś Alcatraz ;-)

      Bernie narozrabiał, to teraz beknie. Nieważne, że na dziś ma skończone 71 lat (źródło: http://en.wikipedia.org/wiki/Bernard_Madoff). Posiedzi, oj posiedzi. Wyjdzie jak będzie miał 221 wiosenek. OK, wiem, to Ameryka, tam tak to działa. Chodzi mi o coś innego. I wyrok i wcześniejsze komentarze do sprawy pokazują, że Bernie były nam wszystkim bardzo potrzebny.

      Kryzys wszystkich zaskoczył, a bardzo wielu dotkliwie odczuło go na własnej skórze. Od pół roku zastanawiamy się, dyskutujemy, analizujemy, piszemy. Co go spowodowało, a może kto?

      Sporo się dowiedzieliśmy. Zbyt tani kredyt, łatwy dostęp do kapitału, puchnące bańki (nie cierpię w ogóle tego słowa - kiedyś o tym napiszę...) cen różnych aktywów (nieruchomości, surowce, akcje), chciwośc kredytodawców w Stanach, którzy dawali niemal wszystkim i "nadchciwość" bankierów na Wall Street, który chcieli jeszcze na tym zarobić.

      O sobie (w społecznej liczbie mnogiej) raczej nie myślimy w tym kontekście. Nie wiadomo kto brał te kredyty, kupował za nie drożejące akcje, fundusze, apartamenty... Strach, że jak nie kupię to "stracę" jak wzrośnie. Chciwość - oni już zarobili, ja też muszę.

      Sprawa Bernarda M. skutecznie odwróciła uwagę od tych przyziemnych, lecz jakże potężnych w swej zbiorowej mocy, niedoskonałości każdego z nas. W końcu był ktoś kto uosabiał całe zło, które sprowadziło na nas tarapaty. Może faktycznie nie byliśmy doskonali (well, nobody's perfect), ale przecież tak drobne przewiny nie mogły być winne tak Wielkiemu Kryzysu!

      Winny musi być ktoś kto faktycznie za tym stał, na przykład taki Madoff. Nieważne, że 50 mld dolarów, które "ukradł" od początku wydawało się kwotą zbyt dużą. Po kilku tygodniach zaczęto nieśmiało przebąkiwać, że szacunek ten zawiera w sobie "papierowe" zyski, które Bernie od lat wmawiał swoim inwestorom.

      Ile naprawdę ukradł? Nieważne. Ważne, że był. Tak samo ważne, że powinien być szybko osądzony i przykładnie ukarany. I to się udało. Od dziś sumienia możemy mieć czyste. Możemy spać spokojnie.... Dzięki Bernie!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Bernard "kozioł" Madoff?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      antydoradca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 czerwca 2009 21:12
    • Bez doradcy nie byłoby Anty-Doradcy!

      Po serii intensywnych odniesień do cudzych artykułów, które zmobilizowały mnie do założenia tego bloga, pora teraz na parę postów o "charakterze programowym". Manifest manifestem, chciałbym jednak w bardziej rzeczowy sposób napisać skąd się wziął pomysł na ten blog i czym ma on być.

      A więc odcinek nr 1!

      Tak jak antyteza nie może istnieć bez tezy, antymateria potrzebuje materii, tak anty-doradcy niezbędny jest doradca. To doradca go definiuje i doradca zapewnia zasadniczą przyczynę istnienia. O jakiego doradcę chodzi? Otóż tak ostatnio popularnego, przez wielu znienawidzonego "doradcę finansowego".

      Kim on jest? Ten (po)twór ma wiele twarzy. Zrobimy mała reklamę "konkurencji" i prześledzimy ich loga, taglajny i strony główne. No to z góry na dół ;-)

      Open Finance - "Open Finance to profesjonalni doradcy finansowi."
      Expander - "Niezależny Doradca Finansowy"
      Dom Kredytowy NOTUS - "doradcy finansowi"
      A-Z Finanse - "osobisty doradca finansowy" (w stopce) i "Osobity Doradca Finansowy" jako ich pracownik
      Money Expert - "DORADCY FINANSOWI"
      Doradcy24 - dwa tuziny doradców w nazwie ;-) plus wyjaśnienie "do usług, finansowych"
      Finamo - "doradcy finansowi"

      Uff, co za różnorodność ;-) Już tu widać pewną konfuzję - czy doradca to firma (albo model biznesowy) czy też zatrudniony przez nią pracownik, który jest (ma być, staje się) doradcą finansowym klienta.

      Wysiłkiem tychże firm powstał Związek Firm Doradztwa Finansowego (http://www.zwiazek-doradcow.org/). Mamy tu i doradców (firmy i ich pracowników), jak i doradztwo finansowe, jako kategorię usług, zalążek branży.

      Brawo! Dużo pracy, wysiłku, konsekwentne budowanie świadomości setek tysięcy Polaków. Tylko skąd te wątpliwości, zarzuty o nieobiektywność, utrata wiarygodności? Rykoszet kryzysu, skutek spadku zaufania do banków? A może coś więcej?

      Będę w tym momencie bezczelny i postawie ryzykowną tezę - nie anty- ;-) Moim zdaniem DORADCA FINANSOWY NIE ISTNIEJE.

      Zapytacie: jak to? O tym już w kolejnym odcinku ;-)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Bez doradcy nie byłoby Anty-Doradcy!”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      antydoradca
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 29 czerwca 2009 19:34
  • niedziela, 28 czerwca 2009
    • Kredyt zły jest i doprowadzi nas do upadku....

      Zgodnie z obietnicą, ostatni odcinek w tryptyku "Poczytne bzdury" dziennikarzy ekonomicznych i przeróżnych "analityków". Kolej na Bankiera.

      PPF (ich stopka: "Polski Portal Finansowy", chyba chodzi o to, że dobry bo polski...) zamieścił artykuł swojego... Analityka!!! Nie dziennikarza, ale analityka. Poszukałem chwilę w sieci, nie udało mi się odszukać jakie credentials ma Pan Krzysztof Kolany, aby tak go tytułować. Zapewne ma na koncie studia ekonomiczne, minimum na poziomie doktoranckim, może pracę naukową na uczelni pokroju SGH i z 10 lat doświadczenia zawodowego w faktycznym analizowaniu rynku... Zresztą o życiorysach naszych analityków (na przykładzie p. Emila Szwedy / Open Finance) będzie więcej kiedy indziej...

      Teraz link:

      http://www.bankier.pl/wiadomosc/Bez-kredytu-nie-ma-zycia-1975465.html

      Po pierwszej lekturze byłem tak zbity z pantałyku, że mimo zachęt znajomych, nie byłem w stanie pokusić się o komentarz. Mineło kilka dni, trochę doszedłem do siebie, wciąż jednak pisanie przychodzi z trudem.

      Przyznam: większego steku bzdur nie czytałem dawno. Choć dzieło ambitne, należy przyznać. Niby parę akapicików, ale to nie żadna tam analiza. Pan Analityk mierzy wyżej - to przecież i traktat moralny (zły kredyt rujnuje jednostki i społeczeństwa), rozprawa historyczna (kłopoty z kredytem rozpętały II-gą Wojnę Światową), a przede wszystkim wstrząsająca futurologiczna wizja (gdyby bańka z kredytem pęknie tak naprawdę na dobre, to "do jakiego etapu w historii cofnie się wówczas globalna gospodarka?").

      A same tezy? Kredyt zły jest i zło ze sobą niesie. Skoro to wiemy, to trudno dyskutować, czy jest go za mało w gospodarce, czy też za dużo. Kiedy jest niezbędny, a kiedy nadmiarowy. Po prostu: złe banki naudzielały tych kredytów biednym ludziom, a teraz jeszcze rządy tę spiralę nakręcaja. Się zakaże w konstytucji i będzie wreszcie spokój, nic nie będzie i będzie dobrze.

      Jakoś tak mam wrażenie, że wszyscy Ci dziś orędownicy niebrania, jakieś 2 lata temu pisali, że tylko głupi nie bierze. Wtedy pisali pod publikę i dziś piszą. Zmieniło się ogólnospołeczne odczucie, to zmieniło się tezy. Mocodawcom zależy na popularności, normalna sprawa.  Czymże się przecież różni ekonomia od publicystyki...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Kredyt zły jest i doprowadzi nas do upadku....”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      antydoradca
      Czas publikacji:
      niedziela, 28 czerwca 2009 22:35
  • czwartek, 25 czerwca 2009
    • Stagnacja = wzrost ;-)

      Przyznam się bez bicia: najpierw był emocjonalny komentarz na forum, teraz ten post.

      Inkryminowany "artykuł":

      http://wyborcza.pl/1,76842,6758725,Dopadla_nas_zakupowa_stagnacja.html

      I komentarz: "Dla mnie to jakaś kolejna artykułowa ekonomiczna masakra. Wczoraj rozwalił mnie koleś na bankierze, dziś tutaj artykuł gdzie tytuł ma się tak do pierwszego zdania: "Dopadła nas zakupowa stagnacja. Ekonomiści spodziewali się spadku, tymczasem majowa sprzedaż detaliczna wzrosła o 1,1 proc.". Stagnacja??? Czy 1,1% wzrost, wbrew "analitykom"?

      Jeżeli to pisał jakiś człowiek (a może już maszyna?) to czy mógłby wystąpić i powiedzieć (napisać): o co mu chodzi? kto mu za to płaci (ulubione polskie pytanie)? w sensie: za dopisywanie idiotycznych, chwytliwych tytułów do artykułów przeciwnej treści... czy takie coś ma się jakoś sensownie do wciąż nie najgorszej reputacji ogólnopolskiego dziennika (i "wiodącego" portalu)."

      Krótko uzupełniam: o artykule na bankierze napiszę jutro ;-)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      antydoradca
      Czas publikacji:
      czwartek, 25 czerwca 2009 23:02
  • wtorek, 09 czerwca 2009
    • Wg Open Finance "Rodzina" zakłóca?

      Pojawiły się w mediach artykuły sponsorowane tej firmy, w których "analitycy" twierdzą, że program kredytów hipotecznych z dopłatą "Rodzina na swoim" jest ZŁY dla rynku bo ogranicza spadek cen nieruchomości.

      http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6702317,Rodziny_na_swoim__ale_za_wiekszy_kredyt.html

      Według autorów program "zakłóca" działanie sił rynkowych.

      Poddając to krótkiej analizie: siłą rynkową musi być w takim razie ograniczanie przez banki dostępności kredytów hipotecznych. Zmniejsza to popyt na mieszkania, co prowadzi do tak pożadanego przez wszystkich spadku cen.

      Program "Rodzina na swoim", będący dla bardzo wielu klientów jedyną w tej chwili opcją wzięcia kredytu hipotecznego na wymarzony dom lub mieszkanie zakłóca działanie tej siły!!!

      Niezbyt ładnie jest pisać negatywnie o (poniekąd) konkurencji, ale w tym wypadku mam wrażenie, że Panowie "analitycy" zagalopowali się.

      Jak jest moim zdaniem?

      • Po pierwsze: program neutralizuje działanie negatywnej dla rynku siły jaką jest nadmierne zaostrzanie polityki kredytowej przez banki. Decyzje banków są uzasadnione, ale zbyt radykalne bo wywołane paniką na rynkach finansowych, presją udziałowców, którzy ponieśli straty na rynkach gdzie panuję prawdziwy kryzys w kredytach mieszkaniowych (USA, Wielka Brytania, Irlandia, Hiszpania).
      • Po drugie: zbyt znaczny i szybki spadek cen nie jest korzystny dla nikogo, włącznie z klientami. Spadek cen nieruchomości powoduje spadek wartości zabezpieczenia już wziętych kredytów. Gdyby banki zdecydowały się masowo weryfikować wartość zabezpieczeń i domagać się od klientów dodatkowych, szybko mielibyśmy do czynienia z wypowiadaniem umów, przejmowaniem nieruchomości, sprzedawaniem ich masowo przez banki po zaniżonej cenie, prawdziwymi dramatami ludzi i kryzysem, jaki mamy w Stanach.




      Pojawiły się w mediach artykuły sponsorowane tej firmy, w których "analitycy" twierdzą, że program kredytów hipotecznych  z dopłatą  "Rodzina na swoim" jest ZŁY dla rynku bo ogranicza spadek cen nieruchomości.
      http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6702317,Rodziny_na_swoim__ale_za_wiekszy_kredyt.html
      Według autorów program "zakłóca" działanie sił rynkowych. Poddając to krótkiej analizie: siłą rynkową musi w takim razie być ograniczanie przez banki dostępności kredytów hipotecznych. Zmniejsza to popyt na mieszkania, co prowadzi do spadku cen. Program "Rodzina na swoim", będący dla bardzo wielu klientów jedyną w tej chwili opcją wzięcia kredytu hipotecznego na wymarzony dom lub mieszkanie zakłóca działanie tej siły!!!
      Niezbyt ładnie jest pisać negatywnie o (poniekąd) konkurencji, ale w tym wypadku mamy wrażenie, że Panowie analitycy zagalopowali się.
      Jak jest naszym zdaniem?
      • Po pierwsze: program neutralizuje działanie negatywnej dla rynku siły jaką jest nadmierne zaostrzanie polityki kredytowej przez banki. Decyzje banków są uzasadnione, ale zbyt radykalne bo wywołane paniką na rynkach finansowych, presją udziałowców, którzy ponieśli straty na rynkach gdzie panuję prawdziwy kryzys w kredytach mieszkaniowych (USA, Wielka Brytania, Irlandia, Hiszpania).
      • Po drugie: zbyt znaczny i szybki spadek cen nie jest korzystny dla nikogo, włącznie z klientami. Spadek cen nieruchomości powoduje spadek wartości zabezpieczenia już wziętych kredytów. Gdyby banki zdecydowały się masowo weryfikować wartość zabezpieczeń i domagać się od klientów dodatkowych, szybko mielibyśmy do czynienia z wypowiadaniem umów, przejmowaniem nieruchomości, sprzedawaniem ich masowo przez banki po zaniżonej cenie, prawdziwymi dramatami ludzi i kryzysem, z jakim mamy do czynienia w Stanach.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Wg Open Finance "Rodzina" zakłóca?”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      antydoradca
      Czas publikacji:
      wtorek, 09 czerwca 2009 11:43